Nowelizacja ustawy o ubezpieczeniach społecznych, której celem jest oskładkowanie części tzw. „umów śmieciowych”, została przyjęta przez Senat w dniu 23 października 2014 roku bez poprawek. Oznacza to, że od 1 stycznia 2016 roku wszystkie umowy zlecenia będą objęte obowiązkową składką ZUS, natomiast ozusowanie dochodów członków rad nadzorczych będzie obowiązywało już od początku 2015 roku. Na pierwszy rzut oka – wydawać by się mogło krok w dobrą stronę, wcale jednak nie jest witany entuzjastycznie, nawet przez samych pracowników…

Za nowelizacją ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw głosowało 419 posłów, 8 było przeciwnych, natomiast 2 wstrzymało się od głosu. Z kolei Senat nie zgłosił żadnych poprawek do rządowej nowelizacji opowiadając się za nią w swoim pełnym składzie (82 głosy za). Nie udało się jednocześnie przeforsować wniosku Sojuszu Lewicy Demokratycznej o wprowadzeniu zmian we wcześniejszym terminie, tj. już od 1 lipca 2015 roku. Tym samym politycy dali przedsiębiorcom więcej czasu na przygotowanie się do istotnych przeobrażeń dla kształtu nowego rynku pracy.

Od 1 lipca 2015 roku wszystkie umowy zlecenia (za wyjątkiem tych zawieranych przez uczniów oraz studentów) zostaną „ozusowane”, a zatem będą od nich pobierane składki na ubezpieczenia społeczne do wysokości płacy minimalnej. Nowela uniemożliwia również zawieranie podwójnych umów w taki sposób, aby unikać oskładkowania. W obecnym stanie prawnym składki płacimy tylko od pierwszej umowy zlecenia, co powoduje, iż wielu pracodawców najpierw umawia się na symboliczne wynagrodzenie w przykładowej kwocie 100 zł miesięcznie (od której odprowadzana była niska składka do ZUS), a w kolejnej umowie – już nieskładowanej – na prawdziwą, dużo wyższą sumę wynagrodzenia za pracę. Czy planowane zmiany uderzą w przedsiębiorców? Tylko pozornie. I to jest ich najsłabsza strona.

Przy obecnym kształcie rynku pracy w Polsce to pracodawca dyktuje warunki zatrudnienia oraz wynagrodzenia. Organizacje pracodawców już teraz z pełną mocą alarmują, że to nie z kieszeni zatrudniających płacony będzie ZUS, ale z pieniędzy pracowników, które miały być przeznaczone na ich realne wynagrodzenia. Pracujący na zleceniach „na rękę” zarobią mniej, a to z kolei najprawdopodobniej sprawi, że zamiast zleceń jeszcze bardziej popularne staną się umowy o dzieło – dziś (jeszcze póki co) nieozusowane. Zmniejszy się elastyczność rynku pracy, jego konkurencyjność oraz liczba nowych miejsc pracy. W końcu w wielu przypadkach oskładkowanie zleceń może skończyć się ucieczką firm w tzw. „szarą strefę”, zwłaszcza w słabiej rozwiniętych regionach Polski, gdzie firmy generują dużo mniejsze zyski i nie stać je na ponoszenie kosztów pracy zleceniobiorcy niemal tak wysokich jak w przypadku umowy o pracę.

Według przewidywań ekspertów skutkiem finansowym noweli ustawy mają być dodatkowe wpływy do ZUS w wysokości do 650 mln zł rocznie, z czego 350 mln zł to dochód mający pochodzić z pieniędzy członków rad nadzorczych. Choć przyjęty przez Sejm rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych dotyczy na razie wyłącznie oskładkowania umów zlecenia do wysokości płacy minimalnej, to docelowym deklarowanym planem rządu jest objęcie składkami całego dochodu zarówno z umów zlecenia, jak i z umów o dzieło (prawdopodobnie do 2017 roku). Planowane jest także zobowiązanie zleceniobiorców do płacenia składek od całego swojego dochodu, a nie jak w chwili obecnej jedynie do wysokości płacy minimalnej.

Jarosław Wichura

Zobacz pełną naszą ofertę: umowy