Pan Janusz w 2017 r. kupił od handlarza pojazd marki volkswagen passat 1.9 TDI. Z uzyskanych informacji wynikało, że pojazd został sprowadzony z Republiki Federalnej Niemiec, gdzie jego właścicielem była Pani Kristina Klopp. Handlarz zapewniał, że samochód jest w świetnym stanie, bezwypadkowy i ma niski przebieg. Pan Janusz zdecydował się na zakup pojazdu i z uśmiechem na twarzy podpisał umowę kupna-sprzedaży. Wraz z dokumentami otrzymał dwa kluczyki – jeden z logiem VW, drugi bez. Handlarz zapewniał, że oba kluczyki są oryginalne i pochodzą ze sprzedawanego pojazdu. Nowy nabywca prosto z giełdy pojechał do znajomego agenta, gdzie ubezpieczył samochód w zakresie OC i AC. We wniosku Pan Janusz zaznaczył, że posiada dwa oryginalne kluczyki, co potwierdził podpisem pod dokumentem. Miesiąc później pojazd został skradziony sprzed domu właściciela samochodu. Szkoda została zgłoszona do ubezpieczyciela. Po miesiącu Pan Janusz otrzymał decyzję o odmowie uznania roszczeń ze względu na fakt, że jeden z kluczyków był nieoryginalny i od innego pojazdu, a we wniosku poszkodowany skłamał, że ma dwa oryginalne. Bohatera załamało stanowisko zakładu ubezpieczeń.

Przy zawieraniu dobrowolnego ubezpieczenia bardzo ważna jest poprawność informacji podanych we wniosku. Zgodnie bowiem z 815 § 1 k.c. ubezpieczający, czyli osoba zawierająca ubezpieczenie, obowiązany jest podać do wiadomości ubezpieczyciela wszystkie znane sobie okoliczności, o które ubezpieczyciel zapytywał w formularzu oferty albo przed zawarciem umowy w innych pismach. Sankcją za niezgodne ze stanem faktycznym informacje może być odmowa uznania roszczeń wskazana w OWU i oparta art. 815 § 3 k.c., Ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności za skutki okoliczności, które z naruszeniem paragrafów poprzedzających nie zostały podane do jego wiadomości. Natomiast ciężar dowodu i  wykazanie, że okoliczności podane przez ubezpieczającego nie były zgodne z jego wiedzą, ciążą na zakładzie ubezpieczeń. Pomiędzy tymi informacjami, a szkodą musi istnieć normalny związek przyczynowy. W przypadku ww. opisanej szkody nie ma związku pomiędzy kradzieżą pojazdu przez złodzieja, a faktem, że ubezpieczający nie wiedział, iż jeden z kluczyków był nieoryginalny i nie podał tej informacji we wniosku.

Pan Janusz nie poddał się i zgłosił się do adwokata-specjalisty z zakresu prawa ubezpieczeń i dochodzeniu odszkodowań. Pełnomocnik dokładnie zbadał stan faktyczny i wystosował odpowiednią reklamację, w której wskazał, że niedopełnienie przez ubezpieczającego powinności wynikających z art. 815 § 1 i 2 uprawnia zakład ubezpieczeń do odmowy wypłaty świadczenia tylko wtedy, gdy pociąga za sobą określone skutki. Sankcja za naruszenie przez ubezpieczającego wymienionych obowiązków jest złagodzona przez wyłączenie negatywnych dla ubezpieczającego konsekwencji, jeżeli nieujawnione okoliczności nie mają wpływu na zwiększenie prawdopodobieństwa wypadku (art. 815 § 3; por. wyrok SN z dnia 22 września 2005 r., IV CK 113/05, LEX nr 346005). Ubezpieczyciel zdecydował o zmianie stanowiska i wypłacił należne odszkodowanie.

Dzień później w kancelarii pojawił się właściciel samochodu, Pan Maciej, który otrzymał decyzję odmowną z zakładu ubezpieczeń. Poszkodowany wskazywał, że przejeździł pod wiaduktem, który okazał się za niski i uderzył w niego czołem ciągnika, co skutkowało poważnym uszkodzeniem kabiny. Na miejsce została wezwana policja oraz holownik z Assistance. Szkoda została zgłoszona telefonicznie, gdzie Pan Maciej w pełni opisał stan faktyczny. Po kilku dniach pocztą została doręczona odmowa uznania roszczeń. W uzasadnieniu wskazano, że szkoda powstała wskutek rażącego niedbalstwa kierującego, który zawodowcem i powinien wiedzieć, że pod za niskimi wiaduktami się nie jeździ. Poza tym nie dochował należytej staranności wymaganej przy tego typu działalności. W związku z tym ubezpieczyciel odmawia przyznania odszkodowania. Pan Maciej prosił o pomoc, bo faktycznie chyba był tam znak, ale go nie zauważył, bowiem pogoda tego dnia nie dopisywała, a przy samym znaku rosły wysokie krzaki.

Ubezpieczyciel popełnił błąd w tej sytuacji i nie powinien odmówić wypłaty odszkodowania. Co prawda Pan Maciej jest kierowcą zawodowym i jego działanie ma charakter niedbalstwa, ale w żadnym wypadku nie jest ono rażące. Znak nie był dobrze widoczny ze względu na warunki pogodowe i zasłonięty roślinnością. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku  dnia 8 grudnia 2005 r., (III CK 284/05, LEX nr 371791) „rażące niedbalstwo to nie tylko brak należytej staranności, to kwalifikowana postać braku zwykłej staranności w przewidywaniu skutków, zachowanie bardziej naganne i niewłaściwe, graniczące z umyślnością”. Pojęcie rażącego niedbalstwa zawarte w art. 827 § 1 nie może być traktowane jako równoznaczne z pojęciem braku należytej staranności, o której mowa w art. 355. Gdyby pojęcia te były znaczeniowo tożsame, art. 827 § 1 wyłączałby odpowiedzialność ubezpieczyciela nie w przypadku rażącego niedbalstwa, ale w przypadku działania poszkodowanego bez zachowania należytej staranności.

Adwokat Pana Maciej odwołał się od decyzji wskazując na okoliczności faktyczne, orzecznictwo i stanowisko doktryny. Niestety ubezpieczyciel pozostawał nieugięty i sprawa trafiła do sądu. W trakcie procesu biegły stwierdził, że znak faktycznie był mało widoczny i w danych warunkach pogodowych mogło dojść do sytuacji, że prawidłowo jadący kierujący go nie zauważy. Sąd zasądził na rzecz Pana Macieja zwrot kosztów naprawy pojazdu, procesu, zastępstwa adwokata oraz ustawowe odsetki od dnia wymagalności do dnia zapłaty. Ubezpieczyciel nie odwoływał się od wyroku.

W następnym artykule m.in. o odpowiedzialności za produkt i związanych z tym roszczeniami za powstałe szkody rzeczowe i osobowe. Zapraszamy do lektury.

Łukasz Oleś

Łukasz Oleś

Adwokat w Kancelarii Pirożek & Pirożek

Adwokat przy Izbie Adwokackiej w Katowicach. Ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz politologiczne na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

więcej o mnie

e-mail: l.oles@pirozek.pl