W dobie rozwijającego się społeczeństwa informacyjnego przyzwyczajamy się do tego, że informacje na temat niemal każdego z nas z łatwością odnajdujemy w Internecie. Ukończone szkoły, odbyte staże, miejsce pracy, stan cywilny, stanowisko w firmie, zainteresowania i wiele innych wiadomości znaleźć można nawet w kilka sekund. Wystarczy wpisać nazwisko poszukiwanej osoby w wyszukiwarce Google, a cała lista odnośników do stron internetowych, na których znajdują się poszukiwane dane, wyświetla się na ekranie komputera. W końcu kogo nie można znaleźć w Googlach ten nie istnieje J Niestety, często dostępne na nasz temat informacje są dla nas nieprzychylne, czasem obraźliwe bądź po prostu nieprawdziwe. Cóż więc zrobić, gdy nie chcemy by tak łatwo można było je znaleźć? Trybunał Sprawiedliwości odpowiada- mamy prawo do bycia ZAPOMNIANYM.

A wszystko zaczęło się w Hiszpanii. Agencia Española de Protección de Datos (hiszpański odpowiednik Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych) nakazała Google Spain SL usunąć odnośniki nawiązujące do internetowego wydania hiszpańskiej gazety z 1998 roku, w której znajdowało się ogłoszenie o licytacji nieruchomości należącej do Mario Costeja Gonzaleza (licytacja była związana z zaległościami na rzecz zakładu ubezpieczeń społecznych). Sprawa trafiła do Hiszpańskiego sądu, a swój finał znalazła w Trybunale Sprawiedliwości UE, który to w odpowiedzi na pytania hiszpańskiego sądu stwierdził, że Google Spain SL jest administratorem danych osobowych, a co się z tym wiąże, możliwe jest zobowiązanie go do ich usunięcia na wniosek uprawnionego podmiotu. Tym samym wyrokiem z dnia 13 maja bieżącego roku ostatecznie usankcjonował prawo do bycia zapomnianym.

Konflikt między prawem do prywatności a wolnością słowa i prawem do informacji stanowi źródło niejednej regulacji prawnej czy precedensowych wyroków sądów. W przedmiotowym wyroku Trybunał zaznaczył, że prawo jednostki do poszanowania jej prywatności i dobrego imienia stoi wyżej niż prawo społeczności do dostępu do informacji, nie ma jednak charakteru absolutnego. Trybunał dopuścił bowiem szczególne sytuacje, w których priorytetem staje się swoboda wypowiedzi oraz dostęp do informacji. Wyjątki te dotyczą przede wszystkim treści użytecznych z punktu widzenia interesu publicznego, do których zaliczyć należy m.in. informacje o przestępstwach oszustwa, zaniedbaniach zawodowych, wyrokach skazujących czy też wiadomości o osobach publicznych. W związku z tym weryfikacja każdego wniosku skierowanego do Google powinna być działaniem starannym i dokładnym.

Wniosek do Google może skierować każda osoba fizyczna (uprawnienie to nie dotyczy osób prawnych i jednostek organizacyjnych niemających osobowości prawnej), która żąda usunięcia z wyników wyszukiwania przeglądarki wiadomości na jej temat, które są nieaktualne, nieistotne bądź niepełne, mimo że zostały opublikowane zgodnie z prawem. Należy podkreślić, że prawo to dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy wyszukiwaną w przeglądarce frazą jest imię i nazwisko danej osoby. Pozytywne rozpatrzenie wniosku powodować będzie wyłącznie, że dane informacje nie będą wyświetlane na liście rezultatów wyszukiwania, nie przestaną one jednak istnieć w sieci.

Na europejskich stronach przeglądarki wprowadzono specjalny formularz (który znajduje się pod adresem https://support.google.com/legal/contact/lr_eudpa?product=websearch#) wraz z informacją jak dochodzić prawa do bycia zapomnianym. Koncern nie zamierza usuwać linków z amerykańskiego portalu, gdyż amerykańskie prawo go do tego nie zobowiązuje. Od 29 maja do 30 czerwca 2014 r. z prawa do bycia zapominanym skorzystało aż 70 000 osób z Unii Europejskiej, w tym 1661 obywateli Polski.

Wprowadzona instytucja budzi spore kontrowersje. Wyszukiwarka Google jest dla wielu osób podstawowym źródłem informacji, usunięcie więc danego odnośnika (linku) z wyników wyszukiwania Google eliminuje go niemalże w ogóle z Internetu. Podobnymi argumentami w sporze z Google broni się dziennikarz BBC Robert Peston, który otrzymał zawiadomienie od koncernu, że jego blog sprzed siedmiu lat zostanie w Europie usunięty z wyników wyszukiwania na podstawie prawa do bycia zapomnianym. Artykuł opublikowany przez Pestona dotyczył byłego dyrektora banku inwestycyjnego Merrill Lynch, Stana O’Neila. W 2007 roku dyrektor musiał odejść z banku z powodu strat, na które naraził go swoimi spekulacjami. W 2008 roku bank, znajdujący się na krawędzi upadku, został przejęty przez Bank of America, a obecnie działa pod nazwą BAML (Bank of America Merrill Lynch), także w Londynie. Peston nie zgadza się z tym, że jego blog o O’Neilu jest niewłaściwy, nieistotny, lub stracił na aktualności. Z uwagi na fakt, iż instytucja prawa do bycia zapomnianym jest stosunkowo nową instytucją, z pewnością pojawią się w przyszłości podobne przypadki. Przesłanki wyznaczone przez Trybunał (niewłaściwość, nieistotność i nieaktualność) dają możliwość szerokiej interpretacji. Instytucja ta może być więc źródłem nadużyć, w szczególności dlatego, że dotyczy ona sporu między wartościami, którego rozwiązanie najczęściej jest arbitralne bądź w ogóle niewykonalne.

Maryla Bywalec

Zobacz pełną naszą ofertę: ochrona danych osobowych