Mieszkańcy Śląska znają bardzo dobrze temat szkód górniczych, częstokroć od tej nieszczęsnej, praktycznej strony. To właśnie w takich miastach jak Katowice, Jastrzębie-Zdrój, Mysłowice, Chorzów czy Ruda Śląska każdego dnia rzesze ludzi schodzą w podziemia, by wydobywać czarny minerał. Stąd nieprzerwanie wyjeżdżają pociągi, obładowane tonami węgla, który następnie zasili pozostałe gałęzie krajowego przemysłu.
Jest jednakże i druga, ciemniejsza strona medalu – deformacja wydrążonego od środka górotworu. Nie są rzadkością odnotowywane na terenie Śląska wstrząsy i tąpnięcia, odczuwalne nawet na najwyższych piętrach bloków. Nie sposób oszacować na ilu mieszkaniach w województwie pojawiły się pęknięcia, naruszenie ścian nośnych i ile miało problemy ze szczelnością dachu.
Tak opisane problemy mogą pojawić się w trakcie prowadzenia działalności, jak i wiele lat później – również w sytuacji, gdy kopalnia powodująca szkody już upadła… na przykład, w XIX wieku. Trudno mówić, że Śląsk stoi na stabilnym gruncie.
Jak widać, dla wielu rodzin mieszkających na Śląsku działalność zakładu górniczego może stanowić nie lada problem. W dobie upadających kopalni pojawia się problem, kto powinien odpowiadać za ruch zakładu górniczego, który już nie istnieje. Odpowiedzi udziela sam ustawodawca przez ust 3. oraz 4 Artykułu 93. ustawy prawo geologiczne i górnicze (Prawo geologiczne i górnicze Dz.U. 2011 Nr 163, poz. 981).
W myśl tych przepisów, jeśli nie można ustalić, który zakład górniczy spowodował szkodę, odpowiada ten przedsiębiorca, który w dniu ujawnienia się szkody ma prawo prowadzić na terenie wystąpienia szkody działalność górniczą. Jest to odpowiedzialność za cudzy dług narzucony przez ustawę. W nauce prawa określa się ją mianem „odpowiedzialności absolutnej” (M. Kaliński [w:] A. Olejniczak, System prawa prywatnego, t. 6, s. 62).
Dla prawa nieważne jest, kto przyczynił się na przykład do deformacji nieciągłych. Ważne jest tylko, kto aktualnie pracuje na tym terenie. Najpierw odpowiedzialność ponosi oczywiście sam sprawca, następnie zaś – przedsiębiorstwo górnicze, które aktualnie prowadzi działalność na terenie objętym szkodami, także w wypadku gdy między jednym a drugim nie następuje żadne następstwo prawne. Jest to w istocie prawem narzucona odpowiedzialność za cudzy dług, stanowiąca potężny oręż w walce z przedsiębiorstwem górniczym.
Nie zawsze jednak się zdarza, że w danym miejscu działa jakikolwiek przedsiębiorca prowadzący działalność górniczą. Pewien obszar może zostać po prostu porzucony – na przykład po całkowitym wydrążeniu i wyeksploatowaniu. W takich sytuacjach poszkodowany nie jest bezbronny. Ustawa zezwala na wytoczenie powództwa przeciwko Skarbowi Państwa, reprezentowanemu przez organ nadzoru górniczego (np. dyrektor OUG, dyrektor SUG….).
„Proces z kopalnią” – dla wielu osób brzmi to jak rzucenie się z motyką na słońce. Okazuje się jednak, że prawo stawia przed osobami dotkniętymi ruchem zakładu górniczego szereg ułatwień, takich jak właśnie możliwość dochodzenia roszczeń nie tylko od jednego, konkretnego przedsiębiorcy górniczego, lecz także od każdego innego mającego prawo prowadzić na danym terenie działalność, a w ostateczności także – od samego państwa.

Arkadiusz Nalepka

Zobacz naszą pełną ofertę: odszkodowania górnicze